Już byli w ogródku, już witali się z gąską... Pierwszy raz od dziewięciu lat polska drużyna była tak bliska awansu do Ligi Mistrzów. Ale niestety - Wisła Kraków zeszła z boiska stadionu olimpijskiego w Atenach pokonana 4:1.
Pierwsze 60 minut meczu było doskonałe: Wisła grała dynamicznie, przeprowadziła kilka niebezpiecznych dla rywala akcji. W 62 minucie polski zespół stracił pierwszą bramkę, w 65 - drugą. Po bramce strzelonej przez Sobolewskiego wydawało się, że juz jeste4śmy w Lidze Mistrzów. Komentatorzy TVP, Dariusz Szpakowski i Jacek Gmoch nie kryli wzruszenia i radości. "Bramy raju znowu są szeroko otwarte dla Wisły" - mówili. Niestety, po spalonym Penksy, kiedy Wiślacy czekali na decyzję arbitra licząc, że uzna tę bramkę, Panathanaikos ostro ruszył do kontrataku i Biała Gwiazda straciła trzecią bramkę. W dogrywce, 7 minut przed końcem Grecy strzelili czwartą bramkę - i to był koniec, koniec marzeń o tegorocznej Lidze Mistrzów.
Trudno zaśpiewać "Nic się nie stało, Wisełko, nic się nie stało". Ale Wisła zagrała bardzo dobry, trzymający w napięciu mecz i tylko (aż?) to jest pociechą dla kibiców. |